FELIETON GRZEGORZA TABASZA. ROZJUSZONA JUSZNICA

Wygląda byle jak, rzekłbym marnie. Niemniej jest piekielnie skuteczny w swojej profesji o czym za chwilę. Marmurkowe skrzydełka i pięknie błyszczące oczy. Centymetr długości. Czyli ślepak zwany fachowo jusznicą deszczową. Czasem przezywany bąkiem.

Centymetrowy insekt potrafi dobrać się do skóry, a wypoczynek na łonie natury zamienić w koszmar. Samice potrzebują krwi do produkcji jaj, zaś człowiek jest zdecydowanie lepszym celem niż krowa czy inny owłosiony ssak. Ludzie tłoczą się nad wodami, gdzie ślepaków moc. I jak biedny owad ma się oprzeć pokusie? Chwila nieuwagi a swędzące bąble pokryją skórę.

Na szczęście nie przenoszą chorób i nieprzyjemne odczucia to jedyne straty. Larwy jusznicy prowadzą spokojne życie zjadaczy martwych resztek na dnie każdego strumienia czy stawu. Właśnie wyroiło się pierwsze pokolenie. Bardzo liczne tego roku. Łagodne, pozbawione mrozów zimy ślepakom nie zaszkodziły. Tuż przed burzą stają się wrednie namolnie i ciężko uniknąć ugryzienia. Właśnie tego doświadczyłem na własnej skórze. Idzie zmiana pogody i jusznice są rozjuszone. Na nic spryskanie skóry repelentem ponoć skutecznym na wszelkie owady z tropikalnymi włącznie.

Owad precyzyjnie wybierze najmniejszy skrawek skóry ominiętej strumieniem rozpylonego środka. Ba, jusznica potrafi przebić tkaninę koszulki. Dzięki Bogu nie atakują po zmroku. Wiem, wtedy nadlatują komary…

2024-07-01T05:14:00Z dg43tfdfdgfd